niedziela, 19 marca 2017

Piątnica, Jogurt agrest z polskiego sadu

Po kilku miesiącach nieobecności wróciłam, więc przydałoby się kilka wyjaśnień. Klasa maturalna, tak. To chyba wystarczy. Chciałabym też zacząć wszystko od nowa z tym blogiem, kontaktami z Wami, recenzjami... Może by tak zacząć wszystko od nowa?
Ten moment, kiedy planujesz nie brać nic nowego, ale znajdujesz w dziale nabiału serek albo raczej jogurt typu greckiego (o czym, o dziwo, widnieje informacja jedynie w składzie) o smaku, który pojawił się więcej niż miesiąc wcześniej (najdalej na wiosnę), a ty go jeszcze nie jadłeś/aś. No i ta wyższa ilość białka, dzięki czemu nie zjesz mięsa (ewentualnie jego mniejsza ilość), za którym przecież nie przepadasz. Mówiąc łagodnie. To przekonuje, czyż nie?





150 gramowe, takie w sam raz opakowanie, któremu lekko zmodyfikowano wygląd. Szczegółem tym były gałązki drzewa przypominające kwitnącą wiśnię. Totalnie mi to nie pasowało do smaku (co ma wspólnego agrest z wiśnią? No nic.) oprócz uatrakcyjnienia wyglądu kubeczka z prostą, (bez tego) nie rzucającą się w oczy bielą śniegu. Odpowiednia czcionka, zwrócenie uwagi na co niektóre słowa robi swoje. 



Po odkryciu środku nie ujrzałam nic specjalnego. Nic oprócz praktycznie gładkiej tafli. Żadnego śladu po owocach nie było. Co innego po wbicie łyżeczki, kiedy to ujawnił się zielona maź niczym... Nie, nie dokończę tego zdania zawierającego skojarzenie. Każdy powinien sobie to tym razem sam dopowiedzieć. Ów część nie zdradzała konkretnego zapachu, tylko naturalność jogurtu. Miałam natomiast wrażenie, że była gęstsza, bardziej zbita niż zazwyczaj w produktach tej firmy, niedosładzana, taka w istocie naturalna. Pod sobą skrywała breję z dopiero zerwanych, a następnie zmiażdżonych kuleczek agrestu, z których uszło życie - kwaśne wnętrze. Dlatego tez produkt lepiej smakuje wymieszany, wtedy także posiada najlepszą nie za gęstą konsystencję.



Świeżość, rześkość, lato, wiosna - te cztery słowa nasuwają mi się na myśl przy opisywania tego jogurtu. Fakt faktem, produkt budzi te skojarzenia dzięki agrestowi, zielonemu bohaterowi. Moge powiedzieć tyle, że ów dzieło jest ok, oczywiście. Nie zrobiło na mnie jednak oszałamiającego wrażenia czy nawet najmniejszego. Da się zjeść? Da bez większych przeszkód, ale powtórki nie wykluczam, choć ponowne spotkanie zapewne nie zaważy na podjętej decyzji o ocenie.

Skład i wartości:

Znalezione: Lewiatan
Cena: 1 zł z groszami
Ocena: 4/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli Ci się podobają przepisy - skomentuj. Bądź na bieżąco - obserwując bloga!
Spam jest ignorowany i usuwany.