środa, 24 sierpnia 2016

Czekoladki Charlotte część pierwsza

Ostatnio jem słodycze codziennie. Nie, nie na przekór komuś. Po prostu mam na nie ochotę, a po co odmawiać sobie ulubionych rzeczy, produktów, czynności? 
W międzyczasie próbuję nadrabiać zaległości w postaci postów z kolejnymi recenzjami, ale czasu brakuje mi wtedy na inne działania. I tak mijają minuty, godziny i dni. Kiedyś nawet mówiłam sobie, ze jak nie będę już miała tutaj co opisywać, to wrócę do jakichś starych, dawno niejedzonych produktów. Teraz zastanawiam się, kiedy uda mi się zjeść i o tym wszystkim napisać. Zastanawiające jest w jaki dzień opublikuję ten wpis, bo nie zawsze dodaję recenzje w kolejności według daty.


Pudełko jest wielkie. Nic dziwnego, skoro zawiera prawie pół kilo słodyczy. Utrzymane w raczej brązowych odcieniach, a po co ta ramka po lewej w górze nie do końca wiadomo. Zaprezentowanie czekoladek, smaków? Zdjęcia tam brakuje, ale za to jest nazwa.


Po zdjęciu wieczka i białej niby tekturki moim oczom ukazało się aż czterdzieści czekoladek różnych, choć i podobnych kształtów. Zdecydowanie przeważają w nich brązowe sztuki. Nie wiadomo dlaczego tylko jeden smak poddano opakowaniu złotkiem. W każdym razie nad nimi unosił się zapach marcepanu z małą domieszką alkoholu.


Smak: Czekolada okalająca wnętrze zawiera u góry jak i po bokach niemało wypustek, którymi są zbożowe, tudzież ryżowe, chrupiące kuleczki białego koloru, czego dokładnie nie widać na pierwszy rzut oka.  Gruba jej warstwa jest tylko na wierzchu, bo pod spodem wytłoczono wzorek. Ponadto pod ciemną pokrywą chowa się biała czekolada. Intensywnie mleczna i słodziutka, a smakiem dorównuje jej środek. Miał to być karmel, ale nie przesadzono z cukrem. Dodatkowo środek momentami przypomina nieco wilgotny marcepan, ale jego struktura jest bardziej zbita.
Nie wiem czy tylko ja miałam takie wrażenie z tym marcepanem, ale pomijając ten fakt, to czekoladka jest naprawdę bliska ideałowi. 
Ocena: 5/6


Smak: Ta czekoladka łączy w sobie czekoladę mleczną (jaśniejsza część) jak i deserową tworzącą fale na wierzchu i spód. Proporcje między nimi są raczej zachowane, a obie rozpuszczają się tworząc błotko, lecz nieco mniej słodko niż poprzednia pralinka. Nadzienie prawie całkowicie odbiega od poprzedniego. Da się ono poznać poprzez swoją charakterystyczną tłustość przypominającą trochę kogel-mogel oraz olbrzymią słodycz. Z resztą nazwa czemuś służy. Przypomina o włoskim deserze składającym się głównie z żółtek, cukru i likieru. A no tak, przecież posiada również niewielki posmak alkoholu.
Gdyby mi smakowała mogłabym powiedzieć, że rozpływa się w ustach. Zdecydowania za słodko.
Ocena: 3/6


Smak: W tym przypadku również mleczna czekolada. Jednakże teraz ona jest większością, a deserowa tylko przypomina o swoim istnieniu objawiając się kilkoma liniami ciemniejszego koloru. Nic w ich smaku się nie zmieniło, a mimo to pralina staje się tłustsza w dotyku. W środku nie widać praktycznie żadnych wiórek, które za to można wyczuć jak chrzęszczą przy gryzieniu.
Nastawiłam się na bardziej kokosowe wnętrze, może nawet coś w stylu Bounty'ego, a nie na nie wiadomo jakie nadzienie zalatujące marcepanem z niedużą ilością kokosa. 
Ocena: 4/6


Smak: Sytuacja ma się podobnie co w poprzednim wariancie, ale ta czekoladka smakuje minimalnie bardziej marcepanowo i orzechowo, takoż migdałowo, niż poprzednia. Nie zawiera żadnych przeszkadzających wiórek, a środek jest po prostu plastelinowy, dający się formować, czyli tłusty jednym słowem. Wybija się również cukier w tym wariancie.
Mi udało się trafić za pierwszym razie w oba warianty. Nie rozumiem tylko po co identyczne czekoladki mające dwa różne (choć niby wywodzące się z tej samej rodziny - orzechy) smaki.
Ocena: 3/6


Smak: Przy tej pralinie sytuacja ma się ciut inaczej, gdyż jako jedyna sztuka w tym zestawieniu w dużej mierze nadzienie pokrywa biała czekolada. Nierzadko w nieznanych markach się zdarza, że jest ona tłusta i margarynowa. Nie w tym przypadku, gdyż rozpuszcza się robiąc przyjemne błotko i pozostawiając po sobie słodziutki ślad. Zaś nadzienie znów powtarza wcześniej wspomniany przeze mnie warunek, ponieważ jest tłuste niemalże jak praliny Lindt Lindor. Wyraźnie czuć posmak malinowy, bo jakichkolwiek malin w składzie brak. I znów próba producenta na zmylenie konsumenta.
Pomimo niedociągnięcia w postaci braku owoców, mogę uznać czekoladkę za jedną z najlepszych biorąc pod uwagę całe zestawienie.
Ocena: 5/6

Skład i wartości:
Znalezione: prezent
Cena: -

14 komentarzy:

  1. Nigdy ich nie miałam i mówiąc szczerze nie przepadam za takimi czekoladkami z bombonierek. Szkoda, że w tej "coconut" nie do końca wyczuwalny jest kokos, a tak go lubię ;) Ta rapsberry cream też mnie zachęca :) Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bombonierkowe czekoladki... Podzielam Twoje zdanie. Większość jest po prostu zjadliwa, przeciętna.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabajone... trzeba to lubić :P A wszystkich czekoladek z tej bombonierki nie jadłam... kiedyś spróbowałam kawowej, której tu nie ma i jeszcze jakiejś, której już nie pamiętam.. ogólnie ok ale za słodko :P Malinowa moze by i mnie skusiła gdyby nie biała czekolada ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Jadłem kiedyś takie czekoladki :) Uwielbiam wszystkie :) I również dostałem takie w prezencie, ale w innym opakowaniu ;) Jak człowiek zacznie jeść parę takich czekoladek to aż chce się jeść kolejne :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, aby spróbować każdego smaku. :P

      Usuń
  5. Wydaje mi się, że kiedyś je jadłam. Wspominam bardzo źle...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekoladki chyba kiedyś jadłam, pamiętam jak przez mgłę, ale chyba mi smakowały.
    Ale za to - jakie ładne pismo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję. :3 Jak powoli pisane, to i ładne.

      Usuń
  7. Też je chyba jadłam - wszystkie przedstawione tutaj bardzo mi smakowały (zwłaszcza malina, kokos i ten chrupiący).

    OdpowiedzUsuń
  8. My do wszelkich bombonierek jesteśmy chyba już z góry uprzedzone :P Każde które dostaniemy od razu oddajemy dalej :P

    OdpowiedzUsuń
  9. pół kilo przyjemności :) masz najfajniejsze zajęcie pod słońcem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co masz na myśli pisząc ,,masz najfajniejsze zajęcie pod słońcem"?

      Usuń
  10. nie jem dużo słodyczy .. ale ślinka pociekła ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli Ci się podobają przepisy - skomentuj. Bądź na bieżąco - obserwując bloga!
Spam jest ignorowany i usuwany.