środa, 12 lipca 2017

Ehrmann, Almighurt Mohn-Marzipan

Kilka lat temu (tak, to kolejny moment na uświadomienie sobie jak ten czas za szybko gna do przodu) jogurty były moją codziennością. Możliwe, że wspominałam o czasach dzieciństwa, kiedy mała ja nie mogła żyć bez nich i serków. Wracając znów jakieś cztery lata w tył, oprócz słodzonych coraz częściej w mojej lodówce gościły naturalne odpowiedniki. Z czasem zaczęło się to zmieniać i obecnie rzadko jem takie produkty. Może dwa lata temu dowiedziałam się m.in. poprzez recenzje innych o fantastycznych mitycznych jogurtach od jakże ukochanego sąsiada (Niemiec) w... słoikach! Długo musiałam czekać na ich poznanie, co z początkiem zimy umożliwił mi jeden niemiecki market.



,,Ale jak to te słoiki nie są tak duże?" takie było moje pierwsze wrażenie. Prosta etykieta i polska naklejka z tyłu produktu były w tym zestawieniu raczej obojętne. Przede wszystkim liczy się smak. Zapach ma zadanie podkręcenia apetytu. Ten był słaby, delikatny, choć istniała tam możliwość rozpoznania maku oraz marcepanu. Bożonarodzeniowy kartofelek zdecydowanie w nim dominował dając poczucie odpłynięcia, wręcz spokoju na skojarzenie ze Świętami - miłym czasem spędzonym z rodziną w wolne dni.
Mohn-Marzipan



W dniu degustacji wyszło na jaw, że ktoś przede mną niepostrzeżenie dobrał się do zawartości szklanego pojemnika. Do ostatniego dnia terminu brakowało kilku(nastu) dni, a jogurt już wtedy był podejrzanie rzadki. Nietypową albo po prostu rzadko spotykaną jego cechą były smolistej barwy kropeczki w śnieżnym morzu niczym dodatek koleżanki wanilii, jednak znacznie większe. Wnętrze bardziej zachęcało do zderzenia z wnętrzem aniżeli nudna i stonowana etykieta.

Na początku odczuwałam może nie obawy, ale niepewność wobec smaku wynikającą ze spotkań ze słabszymi marcepanami. Tamtym razem rozwiała ją już pierwsza łyżeczka, w której zamknięto śmietankową mleczność (z naciskiem na to drugie) z optymalną słodyczą. Na prowadzenie wysunęły się niemielony i chrupiący, wszakże chrzęszczący pod zębami mak. Jego rozgryzanie odebrałam jako całkiem przyjemne. Czarne elementy dobrej jakości tzw. bez zbędnej goryczki. Tło dla tego stanowił delikatny smak prawdziwego marcepanu nieprzesadnie podkręconego cukrem. Ten tez posiadał w sobie jakiś inny, tajemniczy pierwiastek, niby posmak czegoś, czego do końca pewna nie byłam. A może teraz tylko mi się tak wydaje?



To jeden z oryginalniejszych i raczej nietypowych jogurtów jaki kiedykolwiek jadłam. W momencie, kiedy przepisuję tą recenzję w Lidlu była promocja (co prawda o 50 gr więcej, ale jednak rzadko tam pojawiają się takie produkty, ba! Do tej pory jedynie dwa razy...) na powyższy produkt w trzech wersjach smakowych. Gdy tam zagościłam, to już nie było nieznanych mi rodzajów. Całe życie pod górkę... Wracając do tego, marcepan mógłby być wyraźniejszy, a taka ilość maku bynajmniej mi nie przeszkadzała. Połączenie intrygującego, chcę tego więcej. Może polscy producenci powinni wziąć przykład od Ehrmanna?

Skład i wartości:

Znalezione: Lidl
Cena: 4,99 zł
Ocena: 5/6

Weiße Schokolade-Cocos



Tego jegomościa kupiłam wraz z następnym, o którym przeczytacie w dalszej części posta. Uznałam przedstawienie trzech wariantów w poście za lepsza opcję, aniżeli rozdrabnianie się. Czemu by ich nie zebrać w kupę skoro i tak to jeden producent.Pomińmy stan wielkości tych słoików. Ten ocalał, owocowy już nie miał takiego szczęścia. Pełne 0,5 kg jogurtu wystarcza na dłużej, ale co jeśli smak okaże się przysłowiową klapą?



Odkręciłam denko po czym poczułam nieziemski zapach (głównie) kokosu. (Bodajże) pierwszym zauważonym przeze mnie szczegółem był (prawie) brak wiórek kokosowych, których nie ukrywając, spodziewałam się/oczekiwałam. Jogurt gęstością nie grzeszył, nie odbiegał wcale w tej kategorii od swojego poprzednika.Idealne trafienie - nie za gęsto, nie za rzadko. Pierwsza, druga i jeszcze następna łyżeczka przynosi falę słodyczy jak przystało na dodatek białej czekolady. Także do jej obecności nie posiadam zastrzeżeń.  Kokos z kolei był wyraźniejszy, nawet potem znalazłam tam jakieś jego szczątki. Ponadto, ten towarzyszył cały czas kubkom smakowym, a w zdecydowanej większości nozdrzom. Daleko w tle ukrył się delikatny jogurtowy kwasek.



Sama nie wiem czy ten wariant smakował mi lepiej od poprzedniego. W tamtym chrupały przy rozgryzaniu perełki maku, a tutaj moich ukochanych wiórek kokosowych znalazłam dość mało. Konsystencja odpowiednia, zapach z niebios po prostu. Gdybym znalazła te jogurty nie w słoikach, ale w porcjach na jeden raz zamkniętych w kubeczkach. Wiem, ze takie istnieją. Tak czy siak, chciałabym wrócić do tych dwóch wariantów.

Skład i wartości:


Znalezione: Lidl
Cena: 5,49 zł
Ocena: 5/6

Pear-Blackcurrant



W tym wypadku zapach przypomniał mi przeciętny jogurt z/o smaku owoców leśnych, ale smak potrafił do siebie przekonać swoją łagodnością. Konsystencja także nie odbiegał od swoich poprzedników, ewentualnie ktoś mógłby go uznać za delikatnie gęstszy. Za to poziom słodyczy jest nieco mniejszy niż w kokosowo-czekoladowej wersji. Wina owoców? Poczciwa i kwaskowata czarna porzeczka wystąpiła w jakby rozgotowanym i pozbawionym kwasku rodzaju, generalnie w szczątkach. Przynajmniej smak pozostał wyczuwalny. Za to drugi owoc wystąpił w niewielkich, kwadratowych kostkach, takie gumowe kawałki. Przyznam, ze nie wiedziałam co to jest dopóki nie sprawdziłam składu. Podejrzewałam coś innego aniżeli gruszkę, ponieważ nie smakuje dokładnie jak ona. 



Owocowy jogurt okazał się być banalny i zarazem przeciętny, choć wciąż dobry. Niby nie spotkałam połączenia czarnej porzeczki z gruszką nigdy wcześniej, lecz to przynosiło mi na myśl podobne, inne smakowe jogurty. Cóż, przynac trzeba producentom, iż ich starania na marne nie poszły, mimo iż smak nie bije na głowę to swoje znaczenie dobrze spełnia. Co prawda wolałabym gdyby czarne kuleczki nie były tak rozleciałe.

Skład i wartości:


Znalezione: Lidl
Cena: 5,49 zł
Ocena: 4/6

13 komentarzy:

  1. pyszne są te jogurty <3 kiedyś jak otworzyłam to nie mogłam przestać, nie pamiętam jaką wersje miałam

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy byłam mała z siostrą często jadłyśmy serki z Krasnegostawu ale potem nam przeszło :) Teraz w ogóle tego nie jemy - chyba taka dziecięca "zachcianka" ;) Recenzowane przez Ciebie jogurty widziałam kiedyś w Lidlu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm czarna porzeczka z gruszką?? brzmi ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy takiego nie jadłam, ale ostatnio kupuję jogurty naturalne i greckie, a smak dodaję sama łącząc z owocami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz widzę jogurty w słoiku, ale to wygląda naprawdę fajnie, szkoda że za bardzo nie mogę jeść zwykłych jogurtów, bo mam nietolerancję laktozy ;/
    http://kuraibanii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Zjadłabym ten kokosowy :) W ogóle to nigdy jogurtów tej firmy nie jadłam, ale wyglądają zachęcająco - szkoda, że nie ma ich w mniejszych opakowaniach :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Jadłam 2 pierwsze i ten makowy to niebo ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tych jogurtów, ale zapowiadają się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W Lidlu są takie jogurty? Nie widziałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajne jogurty ;) Szczególnie ten o smaku białej czekolady i kokosu ;) Z chęcią bym je spróbował ;)

    Pozdrawiam,
    Patryk

    OdpowiedzUsuń

Jeśli Ci się podobają przepisy - skomentuj. Bądź na bieżąco - obserwując bloga!
Spam jest ignorowany i usuwany.

Luximo Premium, czekolada mleczna z orzechami pistacjowymi i karmelizowanymi orzechami laskowymi

Ten moment, kiedy przechodzisz obok "koszy" (bo jak nazwać te ciągnące się przez pół sklepu nieregały?) i jeden blisko kasy jest...